— A jaka?

— Do pływania — Albatros wytarł głośno nos chusteczką, bo zawsze miał katar. — Bez wody usycham — dodał smętnie.

— Balia wystarczy?

— Od biedy.

Balia wcale nie była nowa i ładna jak wszystko w telewizji, ale zardzewiała i dziurawa. Dobre jednak i to, dlatego Albatros wszedł do środka.

— Wygodnie?

— Niezgorzej.

— Niech go pani stąd zaraz zabierze! — jak nie wrzasnął Mandarynka i oskarżycielskim palcem wskazał Albatrosa.

— A to dlaczego? — zdziwiła się Kea.

— Czy pani nie wie, że Albatrosy przynoszą pecha?