— Wzruszyłam się — otarła łzę Kiwi. — Pan ma ciężki los, Albatrosie. Niech pan zostanie z nami. To nie pana wina, że nie umiem latać.
Ptaki zaczęły poklepywać Albatrosa pokrzepiająco po plecach, a wtedy zerwał się mocny wiatr, a tak naprawdę był to łopot ciężkich skrzydeł. Z głośników zamontowanych w studiu telewizyjnym dały się słyszeć oklaski milionów ptaków. Kea poprawiła garsonkę, bo oto nadleciał złowróżbny Orłosęp. Szef ptasiej telewizji, właściciel fabryki żółtych kombinezonów i groźnego spojrzenia.
— Panie, panowie! A oto dyrektor naszej telewizji, pan Orłosęp! — zapiszczał spiker. — Witam moich niebotycznie zdziwaczałych finalistów! Nazywam się Orłospęp i jestem prezesem największej na świecie ptasiej telewizji. Wpływy z naszych reklam są tak wysokie, że moi pracownicy dostają codziennie przydział złotego ziarna w porze obiadowej.
— Osom!2 To jest super ekstra, w kuper dzięcioła! — ożywił się Mandarynka, lecz Orłosęp kompletnie go zignorował i mówił dalej.
— Kto wygra nasz konkurs na najbardziej niezwykłego ptaka, ten dostanie kupę forsy w nagrodę i będzie sławny. Zgłodniałem. Poproszę o mrożoną kostkę antylopy.
— Kea w mgnieniu oka podała Orłospępowi kostkę, a Orłosęp zjadł ją szybko i brutalnie.
— Co on robi? — Kiwi była wyraźnie przerażona.
— To jest sęp — skwitował Albatros.
— Orłosęp — poprawiła Kiwi.
— Orło, ale sęp. Je nieżywe zwierzaki.