— Ohyda.
— A co wy tam tak pod dziobami mamroczecie, hę? — zapytał Orłosęp, bo nic nie mogło ujść jego uwadze.
— Podziwiają pana. Lubi pan to, prawda?
— A ty, Wrono, nie? Każdy lubi być podziwiany, sławny, piękny i bogaty.
— Ja nie — stwierdził Wrona.
— To co tu robisz? — zezłościł się Orłosęp.
— Przełamuję wewnętrzne opory przed kamerami. Powiedz mi Osłosępie, dlaczego właściwie produkujesz kombinezony dla ptaków?
— Chronią od wiatru, deszczu, są śniegoodporne, ekologiczne, niskotłuszczowe, niskooprocentowane i antypoślizgowe. Każdy nie w ciemię bity ptak je kupi.
— My ptaki jesteśmy bajeczne, mamy rozmaite dzioby, kolory, kształty, rozmiary, każdy z nas jest inny. Jak mamy to wszystko pokazywać światu, nosząc twoje kombinezony, w których wszyscy wyglądamy tak samo — jak żółtko z jajka?
— Przestań mnie męczyć, Wrono. I przypominam, że wszyscy podpisaliście umowy, z których wynika, że każdy, kto wycofa się z konkursu, zostanie zabity i zjedzony.