— Dobrze! — rzekł półgłosem. — Chociaż o wiele piękniej byłoby...
— A więc zgoda?
— Zgoda!
Dziesięciogroszówka padła na ziemię. Pochyliłem się, by w mroku panującym w sieni domu, w którym toczyliśmy tę rozmowę, dojrzeć, jaki jest rezultat „losowania”.
— Co jest na górze? — mruknął; nie miał odwagi sam spojrzeć.
— Bastel! — rzekłem. — Przygotuj się na najgorsze. Na górze jest reszka... Pojmujesz, że kiedy już zdecydowaliśmy się na losowanie...
Nie ruszył się z miejsca; z ust jego nie dobył się żaden dźwięk. Gdy powoli wyprostowałem się i monetę chowałem do portmonetki, widziałem, że ma oczy zamknięte i oparty jest o ścianę.
— Nie przejmuj się tym — rzekłem. — Jestem pełen, że za kilka dni przyjdę i powiem ci, że ona mnie nie chce, że masz wolną drogę, że...
— Dobranoc! — mruknął nagle i wypadł z sieni.
W tej chwili, jakby mi łuski z oczu spadły: zrozumiałem, że uczucia moje dla tej zagadkowej dziewczyny ani mierzyć się nie mogą z głębią uczuć mego przyjaciela, że popełniłbym łajdactwo, gdybym chciał skorzystać z przypadku, który rozstrzygnął na moją korzyść.