— Tylko bez wstępu! Powiedz śmiało, o co ci idzie.
— Jutro są jej urodziny. Dowiedziałem się o tej dacie przypadkowo. Onegdaj powiedziała mi, że czuje się już bardzo stara, zmęczona życiem; gdyby miała umrzeć w dzień swych urodzin, ani na chwilę nie żałowałaby tego... Właśnie gdy przyszedłeś, spisywałem melodię, skomponowaną do słów twego wiersza: Ach, gdybym mógł ciebie zdobyć! Pieśń tę poświęcę jej. Ale boli mnie to, że nie mogę jej ofiarować na urodziny nic lepszego. Mała broszka z pewnością bardzo by ją ucieszyła, niestety... nie mam grosza... a co gorsza, nie mam co sprzedać... któż by mi dał co za te łachy, które wiszą w szafie?
— Poradzimy na to, musimy poradzić! — rzekłem.— Rozumie się, że jej urodzimy muszą być uczczone jakimś pokaźniejszym podarunkiem. I ja nie mam przy sobie większej gotówki, ale w domu jest sporo zbędnych rzeczy! Ot na przykład czterotomowy słownik. Jest właściwie zupełnie niepotrzebny. Chodź, pójdziemy do antykwarni39 i postaramy się jak najlepiej i go sprzedać.
Po kilku słabych próbach nieprzyjęcia ofiary złożonej przeze mnie na ołtarzu przyjaźni, poszedł ze mną do mego mieszkania, gdzie każdy z nas obładował się dworna tomami grubego słownika. W godzinę potem, bogatsi o pięć talarów, wstępowaliśmy do sklepu jakiegoś trzeciorzędnego jubilera, gdyż nie mieliśmy odwagi przestąpić progu wielkiego magazynu jubilerskiego, jakich wiele znajduje się na głównych ulicach.
Jubiler pokazał nam małego złotego węża, zwiniętego w kłębek i spozierającego na nas drobnymi, czworokątnymi oczkami z rubinu; zażądał dziesięć talarów, przyjął jednak po długich targach siedem, choć doprawdy broszka nie była warta ani połowy...
Całą tę transakcję musiałem przeprowadzić sam. Sebastian był bardzo zakłopotany i tak uporczywie wpatrywał się w inne złote przedmioty, ułożone na ladzie, że kupiec nabrał podejrzenia i bacznie mu się przyglądał, jak gdyby miał do czynienia ze złodziejem.
— Oto masz klejnot — rzekłem, gdy znaleźliśmy i się znowu na ulicy. — Możesz jej jutro pogratulować również i w moim imieniu. Zresztą myślę, że już mnie nie pamięta... A przyjdź kiedyś do mnie i opowiedz, jakie wrażenie wywarł ten wąż w waszym raju, ty szczęśliwy Adamie...
Potem pożegnałem się z nim i poszedłem do domu. Czułem bowiem, że na dnie mej duszy tli40 przecież jakaś iskierka zazdrości.
*
Następnego wieczoru siedziałem z rodzicami przy kolacji, gdy weszła służąca i powiedziała, że przyszedł kolega i czeka w moim pokoju; było już około dziesiątej; byłem bardzo zdziwiony tymi późnymi odwiedzinami.