Ona jednak wyciągnęła ręce i broniła przystępu za ladę.
Zdawałem sobie sprawę, że zarówno dziewczyna, jak i mój przyjaciel zanadto są w tej chwili podnieceni, by mogli spokojnie ze sobą pomówić; toteż oświadczyłem, że jutro wrócimy, i wyprowadziłem Sebastiana z cukierni.
Szliśmy obok siebie w milczeniu. Nie mogłem przecież Sebastianowi wyznać, że cała ta scena głęboko wstrząsnęła moją wiarą w dziewczynę.
Dopiero przed moim mieszkaniem odezwał się Sebastian:
— Musisz mi wyświadczyć przysługę i jutro rano pójść do niego... Daję ci całkowite pełnomocnictwo.
(Odczytaliśmy na wizytówce nazwisko; człowiek ten był asesorem sądowym; adres był wydrukowany na bilecie).
— Słuchaj — rzekłem — rozumie się, że jestem, gotów do wszelkich usług, ale nie byłem jeszcze nigdy sekundantem... prawdopodobnie nie obejdzie się tu bez pistoletów... Gdybyś miał kogoś lepiej się na tych sprawach rozumiejącego... zważ, że wobec tego człowieka traktującego nas jak uczniaków trzeba wystąpić z całą powagą.
— Masz rację. Ale nie mogę przecież wtajemniczać trzeciej osoby w tę sprawę. Możliwe, że ten człowiek złoży jakieś zeznania, powie jakieś oszczerstwa... Musi to pozostać między nami... Będę jutro całe rano w domu. Wprost od niego przyjdziesz do mnie, dobrze?
Obiecałem mu to i rozstaliśmy się.
Co moi rodzice o mnie pomyśleli, gdy przy kolacji na wszystkie pytania udzielałem bezsensownych odpowiedzi — nie wiem.