— Proszę wybaczyć — przerwałem — ale muszę raz jeszcze poruszyć wiadomą sprawę. Mój przyjaciel poważnie kocha tę pannę i czuje się obrażony lekceważącym traktowaniem jej przez pana. Sądzę, że zadowoliłby się pisemnym oświadczeniem ze strony pańskiej, iż żałuje pan swego nietaktu wobec panny Lotki. W przeciwnym bowiem razie...
Spojrzał na mnie z ukosa, tak dziwnie, że przerwałem swe wywody.
— Czy pan mówi to na serio? — rzekł. — Wygląda pan na zbyt rozsądnego chłopca, bym mógł uwierzyć, że godzi się pan z tym zleceniem swego przyjaciela. Moje „zachowanie się” wobec panny Lotki? Nie, mój drogi, nie mam zgoła chęci ośmieszania się. Czy zastanowił się pan nad swą propozycją? Cenię poczucie honoru pańskiego przyjaciela, ale czy na serio ten student przypuszcza, że otrzyma ode mnie satysfakcję za to, że w cukierni kelnerkę pogłaskałem po buzi...
Począł się głośno śmiać.
— Wątpię — rzekłem, wstając z otomany — czy taka odpowiedź wystarczy memu przyjacielowi. Gdyby pan przynajmniej oświadczył, że nie wie pan nic o pannie Lotce, co by rzucało cień na jej dobrą sławę...
— Niech pan siada i wysłucha — przerwał. — Widzę, jak poważnie pan rzecz traktuje, toteż winienem panu całą prawdę powiedzieć. Czynię to zresztą również w interesie pańskiego przyjaciela, aby sprawy nie brał tragicznie i w końcu nie popełnił jakiegoś głupstwa. Przed przeszło dziesięciu laty miałem przyjaciółkę... Była to przepiękna kobieta, którą uwiódł jakiś szlachcic i zostawił z dzieckiem na bruku... Kobieta ta zdołała się szybko pocieszyć, otoczyła się rojem wielbicieli, żyła zbytkownie, urządzała huczne przyjęcia dla tak zwanej złotej młodzieży, utrzymywała tajny dom gry; przypominam sobie, jak dziwne na mnie wywarło wrażenie, gdy pierwszego wieczora, wprowadzony świeżo do salonu tej damy, ujrzałem przy stole około ośmioletnią dziewczynkę wpatrzoną zaspanymi oczętami w złoto, rozglądającą się obojętnie po twarzach graczy... Pamiętam, że dla żartu dawano tej dziewczynce pić szampana, aż zasypiała na kanapie wśród śmiechu, brzęku złota i bardzo frywolnych rozmów. Żal mi było biednego dziecka; widziałem, że odnosi się z wielkim lekceważeniem do własnej matki, która się zresztą wcale nie krępowała obecnością swej córeczki. Po kilku latach zerwałem stosunek z matką i słyszałem potem od osób trzecich, że nadal pędzi ten sam sposób życia, tylko że nie polega więcej na uroku własnej, przekwitłej już piękności, a posługuje się młodszymi pomocnicami... Pytałem też o córkę, ale nikt mi o niej nie mógł nic powiedzieć...
Wczoraj przypadkowo przechodzę ulicą, w której znajduje się ta nędzna cukierenka, i widzę jakąś damę wsiadającą do dorożki stojącej przed samą cukiernią. Kelnerka właśnie wynosi ze sklepu paczki i torebki i wręcza je owej damie. Proszę sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy w tej kelnerce poznałem owo dziecko, które przed dziesięciu laty zasypiało w szulerni, gdzie złota młodzież spędzała wesołe noce... Ponieważ nie miałem nic lepszego do roboty, wszedłem do cukierni, przypomniałem jej naszą znajomość i byłem bardzo zdziwiony, że była w tym samym stopniu nieprzystępna, w jakim jej matka była zawsze... jak by to powiedzieć, uprzedzająco grzeczna. Jako prawnik i sędzia mam wielką rutynę w przesłuchiwaniu ludzi, mimo to nie zdołałem z niej wydobyć więcej niż to, że przed trzema laty rozstała się z matką. Co w tych trzech latach robiła, przez ile rąk przeszła, czy udaje tylko tak zimną, czy jest nią w istocie — nie mogłem odgadnąć, zwłaszcza, że Orlando Furioso41, pański przyjaciel, nagle przerwał naszą rozmowę. A teraz, kiedy panu dałem te wyjaśnienia, niech pan sam powie, czy nie jest absurdalne pańskie żądanie, abym tej panience wystawił świadectwo moralności lub bym pojedynkował się z obrońcą cnoty panny Lotki, a pańskim przyjacielem.
Mój drogi, jeśli ma pan wpływ na swego przyjaciela, proszę go ostrzec, by się nie posuwał zbyt daleko. Bo gdyby nawet córka była zupełnie niewinna, to czyż życie matki nie rzuca na nią pewnego cienia? Pański przyjaciel jest synem przyzwoitych rodziców. Przelotna miłostka... à la bonne heure!42 Ale przejmować się, dobywać pałasza... allons donc!43 Spodziewam się, że wyperswaduje mu pan to wszystko. A teraz proszę wybaczyć, mam termin w sądzie i nie wolno mi być niepunktualnym.
Wstał, zadzwonił na służącego i pożegnał się ze mną z wielką serdecznością. Schodziłem ze schodów jak pijany.
*