Zaryglował drzwi i rzekł:

— Obok jest kuchnia, ale o tej porze nikogo w niej nie ma. Możemy zatem rozmawiać głośno.

Nie rzekła ani słowa, usiadła na krześle koło okna i wpatrywała się w śnieżycę szalejącą na dworze.

Gdy Sebastian podszedł do stołu i zapalił lampę naftową, zauważył pudło owinięte starannie w gruby brązowy papier i obwiązane szpagatem.

— Patrz — rzekł — oto co mi z domu przysłali na gwiazdkę. Czy nie chciałabyś zdjąć kapelusza i fu­tra i usiąść tu na kanapie? W futrze będzie ci za go­rąco.

Posłusznie zdjęła kapelusz i płaszcz futrzany.

— Czy nie otworzysz pudła? Chciałabym wiedzieć, co w nim jest.

— Nie ma pośpiechu — rzekł uśmiechając się. — Mam tu w pokoju kogoś, na kim mi więcej zależy...

— Wstydź się pan — odparła, nagle przestając mó­wić mu „ty”. — Niewart pan, że istnieją ludzie, którzy starają się panu zrobić przyjemność. Gdyby mnie matka posłała upominek na gwiazdkę... Proszę mi dać to pudło, otworzę je.

I poczęła szybko rozcinać scyzorykiem sznury oplatające pudło.