— Jak się zdarzy. Może z Lany uda się do Bolzano, bo i tam ma się odbyć strzelanie z nagrodami.
— A nie przykro ci tu samej, Filomeno?
Spojrzała na niego, jakby nie rozumiała wcale tego pytania, i nic nie odrzekła.
— Czy babka nie dokucza ci?
— O nie — rzekła i po chwili głęboko westchnęła.
— A nie boisz się być tu z tą starą, głuchą kobietą? Włóczy się przecież często po górach mnóstwo drabów. A gdyby kiedy napadli na was?
— Nie, nie — rzekła. — Nikt tu nie przychodzi, nikt o nas nie dba... jesteśmy biedni... A gdyby przyszedł w nocy, już by babka to zmiarkowała. Babka śpi tylko za dnia, w nocy siedzi przy kołowrotku, widzi w ciemności lepiej niż sowa... Nie, nie, nikt do nas nie przychodzi... Babka zmiarkowałaby to natychmiast... Chyba że by wypiła za dużo wina...
Ostatnie słowa wymknęły się jej widocznie mimo woli, gdyż wyraz przestrachu pojawił się na jej twarzy.
— A czy nie masz nigdy ochoty zobaczyć innych ludzi, pójść do miasta, zwłaszcza w dni targowe?
— A cóż bym tam sobie kupiła? — odparła spokojnie.