— ...że pan wraca znowu od dziewczyny. Nabrała już trochę zaufania? Rozmówił się pan już może z oj­cem?

— Myli się pan, przypisując mi jakieś lekkomyślne zamiary. Wprost przeciwnie...

— O, zapewne — przerwał stary, śmiejąc się ironi­cznie — jest pan człowiekiem honoru, dżentelmenem, a zresztą udaje pan filantropa... Żal panu dziewczyny... lituje się pan nad jej losem... Kontrast też pana po­ciąga: wczoraj rano kobieta światowa, trzy razy dzien­nie zmieniająca stroje, dziś kopciuszek, uosobienie nie­winności, nie tknięta dzika różyczka... Życzę panu powodzenia i dużo przyjemności.

Stary uchylił kapelusza, jakby się chciał oddalić, lecz hrabia zatrzymał go i począł żywo rozprawiać:

— Uwziął się pan, aby mi dokuczać, nie mam za­miaru dosłownie brać pańskich słów, gdyż uważam pana za człowieka nieszczęśliwego. Ale bardzo prosił­bym unikać tego ironicznego tonu, gdy chodzi o moją cześć!

— Co? — krzyknął stary. — Cześć? Jaką właściwie cześć ma pan na myśli? Czy chodzi panu o tę cześć, której panu nawet pies nie zazdrości, o cześć ludzką?

Hrabia spojrzał nań ze zdumieniem, miał w tej chwili poważne wątpliwości, czy też stary nie jest niespeł­na rozumu. Z pewnym zakłopotaniem odparł:

— Stawia pan dziwne pytania. Zapewniam pana, że uważałbym się za skończonego draba, gdybym go­dził na niewinność tego dziewczęcia lub starał się zmącić spokój jej samotnego życia li tylko dla płochej igraszki.

— Tak, tak, pan jest człowiekiem szlachetnym... — rzekł stary tonem na poły ironicznym, na poły zatro­skanym. — Szkoda tylko, że ta szlachetność trwa zwy­kle bardzo krótko. Zależy to przeważnie tylko od... temperatury. Gdy krew dojdzie do punktu wrzenia, wtedy diabli biorą wszystkie surowe śluby, które człowiek poprzysiągł sobie przy temperaturze dzie­sięciu stopni powyżej zera. Nie mam tu nic szczegól­niejszego na myśli, panie hrabio, wypowiadam tylko mój pogląd. Niech pan swoją cześć położy na lodzie, jeśli pan chce ją zakonserwować... A teraz żegnam, pa­nie hrabio.

Zbliżył rękę wojskowym ruchem do czapki i szybko się oddalił.