Hrabia wracał powoli do miasta. Przemyśliwał nad słowami starego, nad zagadką zamczyska, nad własnymi uczuciami. Pułkownik wprowadził dysonans w plany, które sobie tak pięknie ułożył. Miał najszczersze zamiary, ale musiał przyznać, że z czasem przecież moment pożądania erotycznego począłby odgrywać wybitniejszą rolę. Cóż wtedy? W co przemieniłaby się sielanka? Miałżeby starać się o rękę Filomeny? Nie, nie, to chyba niedorzeczność.
Następnego dnia postanowił urządzić wycieczkę w inną zupełnie okolicę; chciał się uspokoić, skierować swą uwagę na inny pejzaż, przejąć się innymi wrażeniami. Wynajął powóz i pojechał do Vintschgau. Ale choć starał się nie myśleć o przeżyciach ostatnich dni, nie udawało mu się to. Z coraz większą natrętnością myśli jego krążyły dokoła starego zamczyska i jego tajemniczych mieszkańców.
Gdy wrócił, zastał na ławce przed domem barczystego, krępego mężczyznę, który widocznie na niego czekał, gdyż na jego widok wstał i uchylił kapelusza. Człowiek ten nosił ciężką, łataną kurtkę, wysokie, okute buty i szary, wypłowiały pilśniowy kapelusz. Z kościstej twarzy, otoczonej rudawą brodą, przebijała taka ponurość, że hrabia mimo woli sięgnął do kieszeni, by dobyć z niej kilka groszy dla żebraka.
— Nie zajmę panu wiele czasu — rzekł przybysz — ale myślę, że trudno byłoby nam porozumieć się tu, na ulicy...
— Kim pan jest? — zapytał hrabia, ze zdumieniem porównując czysty akcent obcego z jego żebraczym niemal wyglądem.
— Nazywam się Weber i jestem zarządcą zamku Planta. Ponoć pan hrabia chciał ze mną mówić...
— Pan jest ojcem dziewczyny, którą widziałem w zamku?
— Tak, panie, sądzę jednak, że to nie należy do rzeczy. Pan hrabia zwiedził zamek podobno po to, by go kupić. Tylko w tym celu tu przyszedłem.
Hrabia wprowadził rządcę Planty do swego pokoju, posłał służącego po wino i usiadł w fotelu przy oknie. Weber stał na środku pokoju, jakby chciał w ten sposób zaznaczyć, że nie zamierza wdać się w dłuższą rozmowę, a chce tylko jak najprędzej załatwić sprawę.
— Panie hrabio — rzekł wreszcie — przyszedłem po to, by zapytać, czy pan sprawę traktuje serio. Bo wielu już było ludzi, którzy zwiedziwszy zamek oświadczali gotowość kupienia go, a żaden z nich po zastanowieniu się nie przystąpił na serio do interesu.