Rządca milczał. Twarz jego wyrażała całkowitą obo­jętność. Stał o kilka kroków od hrabiego i dawał na jego pytania krótkie, ściśle rzeczowe odpowiedzi.

Otworzył drzwi wiodące z olbrzymiej hali do okrą­głej wieży narożnej. Hrabia spojrzał: wieża była pusta; brakło w niej schodów wiodących bądź to w górę, bądź w dół.

Obaj zeszli potem po schodach na podwórze.

— Czy to już wszystko? — zapytał hrabia.

Weber wskazał ręką na przybudówkę przylegającą do murowanego parkanu i również gęsto obrosłą powojem.

— I tu też nic nie ma godnego uwagi — rzekł bro­dacz.

— Zobaczymy.

Weber miał rację. Przybudówka była pusta, stano­wiła magazyn gratów i znajdowała się w fatalnym stanie.

Hrabia wpatrywał się w mury zamkowe i nagle twarz jego poweselała. Na piętrze znajdował się w pewnym miejscu w murze wykusz; było w nim niewiel­kie okno. I tu wychylała się głowa dziewczęcia, które ojciec widocznie w tym miejscu ukrył. Hrabia radośnie skinął głową i dojrzał, że Filomena zarumieniła się, po czym natychmiast znikła.

— Co to znaczy? — zawołał Weber. — Dlaczego da­je pan jakieś znaki porozumiewawcze mojej córce? Te­raz miarkuję, panie, hrabio, do czego pan właściwie zmierza. Ale myli się pan bardzo. Nie należę do ludzi, którzy przymykają oczy, gdy zawraca się głowy ich córkom. Czy zrozumiano?