— Odprowadzę cię do domu. Jeśli nie pójdziesz do­browolnie, zaniosę cię na rękach. Powiedz mi, co ci dolega. Może potrafię ci pomóc...

Łzy trysnęły jej z oczu. Oparła głowę na jego ra­mieniu.

— Chciałabyś opuścić ten ponury zamek? Powiedz szczerze, drogie dziecko. Męczy cię to życie...

— Tak, chciałabym umrzeć... — szepnęła i zatrzęsła się.

Przeraził się tego wybuchu rozpaczy.

— Będziesz żyła, Filomeno, jesteś zbyt młoda i zbyt... piękna — chciał powiedzieć i słowo to za­marło mu na wargach.

Dziewczyna znowu przypadła do stóp krzyża i za­częła głośno łkać.

Pochylił się nad nią i starał pocieszyć.

— Ależ, dziecko, nie ma takiej sytuacji, z której nie byłoby wyjścia, kiedy się ma dobrą wolę. Gdybym wiedział, że masz do mnie zaufanie, że poszłabyś ze mną...

Głośno jęcząc, wypowiadała jakieś niezrozumiałe wyrazy.