— Chodź! — rzekł i podniósł ją — usiądźmy na tym kamieniu. Powiedz mi, co ci dolega. Nie wiesz wcale, jak bardzo cię polubiłem. Od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałem.
Spojrzała mu nagle w twarz, jakby o coś chciała zapytać; jej usta zadrżały; po chwili jednak znowu lęk przeraźliwy strzelił z jej oczu.
— Nie, to niemożliwe! — rzekła, nie patrząc na niego.
— Co nie jest możliwe?
— Abym to przeżyła!
— Oszusz łzy — rzekł i podał jej swą chustkę. — Pomówię z twym ojcem...
— Nie, nie! — wybuchnęła. — Nie z ojcem! Z nikim!... Niech mi pan da spokój. Niech pan idzie i nie wraca nigdy. Wszystko na próżno... Nie przeżyję tego!
— Mena! Mena! — rozległ się nagle skrzeczący głos.
Hrabia i Filomena zwrócili głowy w stronę bramy zamkowej i ujrzeli tu staruchę wciąż powtarzającą imię dziewczyny.
Po chwili stara była przy krzyżu, ujęła ramię dziewczyny i poczęła ją szarpać, zmuszając do pójścia za nią. Hrabia chciał temu przeszkodzić, tłumaczył starej, że przyszedł do rządcy i przypadkowo zastał dziewczynę. Stara zupełnie na to nie reagowała; widocznie nie rozumiała ani słowa. Wciąż mamrotała jakieś przekleństwa we włoskim dialekcie i zmuszała Filomenę do pójścia.