Po tych słowach wyszedł. Co miał do omówienia i tym wytwornym panem, niejasno sobie uświadamiał. Udał się wprost do pokoju w hotelu, w którym hrabia mieszkał. Nie zastał go. Postanowił poczekać, aż hrabia wróci. Wstąpił więc do szynku, by pokrzepić się szklanką wina. Byłby przystąpił do hrabiego, ale trzeciego jegomościa, siedzącego przy stole i czyta­jącego gazetę, wolał raczej uniknąć. Dlatego usiadł się szynkowni: tędy musi hrabia przejść, gdy będzie wracał do domu...

Przy stole, gdzie trzej młodzi ludzie grali, powstał nagle głośny hałas. Jeden z nich, najbardziej pijany, rzucił karty na stół i począł krzyczeć:

— Jakieś tu są cygaństwa! Corpo della Madonna!21 nie będę z tobą więcej grał, Alojzy!

Był to ów przystojny lowelas, którego poznaliśmy już, imieniem Alojzy.

Obruszył się na te słowa i zapytał:

— Co znaczą te niedomówienia? Będziesz łaskaw udzielić mi bliższych wyjaśnień, albo, sapristi22, po­mówimy ze sobą gdzie indziej...

Sangue freddo, amico mio!23 Myślę tylko...

— ...że Alojzy ma nie tylko damy, ale i króle, i asy — wtrącił trzeci. — To już tak się trafia przy hazardzie. Dziś ja, jutro ty, jak się zdarzy. Wina, kelnerko!

Peste alla fortuna!24 — mruknął ograny. — Nie będę więcej grał! Ecco!25 — rzucił na stół resztę monet, które miał w kieszeni. — Jestem perduto, che il diavolo vi porti!26

— Dobrze — rzetkł Alojzy — nie chcesz grać wię­cej? Nie zależy mi na tym. Mogę ci dać jutro rewanż. Jest i tak już późno, a tobie dwoi się w oczach, nie rozpoznajesz kart...