— Że jej imię jest poniewierane przez opoja w szynku? — przerwał wynurzenia pijaka głos hrabiego.
Alojzy odwrócił twarz w stronę mówiącego i siląc się na spokój zmierzył go od stóp do głów wyzywającym wzrokiem.
— Kim pan jest? Nie mam zaszczytu znać pana.
— A ja — odparł szybko hrabia — nie starałbym się wcale o zaszczyt poznania pana, gdybym nie miał powodu żądać wytłumaczenia tych słów, które padły tak głośno, iż wszyscy obecni mogli je słyszeć. Proszę mi odpowiedzieć na pytanie: czy prawdą jest to, co pański przyjaciel właśnie powiedział ujemnego o pewnej dziewczynie?
— A ja panu odmawiam prawa do stawiania takich pytań — rzekł młodzieniec. — Czy jest pan krewnym tej dziewczyny albo czy ma pan inne jakieś prawa do niej?
Hrabia milczał przez chwilę.
— Jestem przyjacielem rodziny... dziewczyna ta jest mi droga... Ale gdybym nawet był obcy zupełnie, nie znał wcale osoby, którą panowie szkalujecie, miałbym również prawo ująć się za spotwarzoną dziewczyną. Wzywam pana, abyś natychmiast swemu towarzyszowi oświadczył, że żałujesz tego, iż przechwałkami swymi rzuciłeś podejrzenie na cześć dziewczyny. Abyś pan jednak wiedział, z kim będziesz miał do czynienia, gdybyś odmówił memu wezwaniu, oto mój bilet!
Alojzy przyjął spokojnie bilet, schował go do kieszeni i rzekł:
— Oświadczenie, którego pan ode mnie żąda, mogę chętnie dać, a to tym bardziej, że jak pan słyszał, nie ja skierowałem rozmowę na ten temat; słyszał pan też, że starałem się przeszkodzić memu koledze w dalszym poruszaniu tej sprawy. Nie jestem kochankiem tej dziewczyny, niech mnie Pan Bóg przed tym strzeże! Co się zaś tyczy jej czci, nie moją jest rzeczą bronić jej. A jeśli pan jest przyjacielem tej rodziny, czego panu zresztą nie zazdroszczę, i żąda dalszych wyjaśnień, stoję do dyspozycji jutro w mym mieszkaniu; sądzę, że tu nie pora i nie miejsce na takie wyjaśnienia. Dobranoc, moi panowie!
Podał hrabiemu swój bilet i opuścił szynk. Towarzysze jego wypadli czym prędzej z lokalu, nie kłaniająe się nikomu i nie płacąc kelnerce, której zresztą przez cały czas zajścia nie było w szynku; widocznie zajęta była czymś na podwórzu.