— Muszę się dokładnie o wszystkim dowiedzieć. Mam głębokie przekonanie, że dziewczyna jest niewinna; a gdybym nawet się mylił, to czyż nie należałoby ratować jej duszy? Gdybym wiedział, gdzie mieszka ten Alojzy! Nie zasnę, dopóki nie dowiem się od niego, czego nie chciał tu powiedzieć.
W tej chwili jegomość czytający przy stole gazetę odłożył ją i odezwał się:
— Mogę panu hrabiemu udzielić wyjaśnień. Młodzieniec ten mieszka niedaleko stąd, wskażę panu dom. Co ma panu do powiedzenia, tego oczywiście nie wiem. Ale o dziewczynie i jej rodzinie jestem naprawdę lepiej poinformowany niż on. Dziwię się w ogóle, że on cośkolwiek wie o tych ludziach. Byłem bowiem dotychczas przekonany, że tylko burmistrz i ja znamy smutną historię tych nieszczęśliwych ludzi. Jeśli prawdą jest, że ten lekkomyślny chłopak wdał się w miłostkę z Filomeną, to chyba dziewczyna wtajemniczyła go w dzieje swej rodziny. Ja zaś w bardzo prosty sposób poznałem tajemnicę. Zanim zostałem przeniesiony do tutejszego sądu, pracowałem jako młody praktykant sądowy w Trydencie i przesłuchiwałem sam Webera. Miał on wówczas inne nazwisko. Wniósł potem podanie, aby mu pozwolono zmienić nazwisko, na co władze się zgodziły.
Zamilkł i powiódł wzrokiem po twarzy pułkownika, która nagle silnie zbladła.
— Czy panu niedobrze? — zapytał.
Stary podniósł się z trudem z ławki, przewiesił drżącymi rękami torbę i rzekł głucho:
— Nie! Chcę odejść. Dym pańskiej fajki...
— Odprowadzę pana, pułkowniku — rzekł hrabia. — Nie może pan w takim stanie sam iść przez opustoszałe i ciemne ulice. Pan sędzia będzie łaskaw poczekać tu na mnie...
— Do diabła! — krzyknął stary. — Nie potrzebuję niańki. Dobranoc!
Po czym pośpiesznie opuścił izbę.