— Dziwak... — rzekł hrabia po chwili milczenia.

— Znam tego pana tylko z widzenia — odparł sędzia powiatowy.

— Jutro muszę go odwiedzić. Taką straszną miał twarz... taką bladą... Lękam się o jego zdrowie... Gdy­bym tylko wiedział, gdzie mieszka. Postaram się ju­tro dowiedzieć... Ale, panie sędzio, obiecał mi pan udzielić informacji o Weberze i jego rodzinie.

— Miej się pan przed nim na baczności. Nieszczę­ście uczyniło tego człowieka niepoczytalnym. A że mu nikt pomóc nie może, najlepiej go unikać. Proszę wy­baczyć, że wypowiadam tak szczerze swoje zdanie, chociaż nie wiem zupełnie, jaki stosunek łączy pana z tymi ludźmi...

— Jest on zupełnie przypadkowy i luźny... Nie­dawno temu po raz pierwszy ujrzałem to zamczysko; powziąłem plan kupienia go, odbudowania zniszczo­nych części i osiedlenia się na zamku. Zaproponowa­łem Weberowi, że zatrzymam go w służbie. Odmówił. W ogóle okazał się zupełnie nieprzystępny i opryskli­wie odnosił się do wszystkiego, co mu mówiłem. Dziew­czyna wzbudziła we mnie taką litość, że mam i nadal zamiar coś dla niej uczynić, ulżyć jej nieszczęsnemu losowi, nie dać jej zmarnieć w takim otoczeniu. Czy może mi pan poradzić, w jaki sposób dałoby się to najlepiej uczynić?

Sędzia zapalił fajkę, która w trakcie rozmowy, zgasła.

— Niech pan to sobie wybije z głowy — rzekł. — Stary nie wyda dziewczyny, choćby cesarz chciał ją umieścić obok siebie na tronie. Jest to jedyne, co mu pozostało z dawnych szczęśliwych lat; w każdym człowieku, który zbliża się do dziewczyny, widzi wroga i rabusia. Że ten młody drab zdołał się tam zakraść, to wydaje mi się zgoła nieprawdopodobne; bo gdy ojca nie ma w domu, pilnuje skarbu ta stara wiedźma. Zapewne i na pana wyszczerzyła dwa kły, które jej pozostały w ustach.

Hrabia zrobił przytakujący ruch głową.

— Czy ta ohydna baba jest naprawdę matką owego Webera, czy jak tam się on zwie? Mówi ona tylko ja­kimś dialektem włoskim, zaś Weber robi wrażenie Niemca, Tyrolczyka.

— Jest to jego teściowa. Za swych młodych lat po­ślubił w południowym Tyrolu piękną, śniadą, czarno­oką Włoszkę, w której się po uszy zakochał. Miała to być zacna kobieta, łagodniejsza od swej matki, która zawsze była nieposkromioną, dziką diablicą. A że We­ber był małżeństwie szczęśliwy, nie raziło go to, że miał stale na karku teściową. Zgodził się też na to, że przeniosła się z córką i zięciem do Val Sugana, gdzie Weber otrzymał posadę leśniczego. Niestety żona jego umarła wcześnie; młodsza córka, Filomena, jeszcze była niemowlęciem, starsza, Anna, chodziła już do szkoły. Ta starsza była prześliczna, ale z tempera­mentu wdała się w babkę. Natomiast młodsza, Filo­mena, przypominała z usposobienia nieboszczkę matkę; była łagodna, dobroduszna, a przy tym bardzo wrażli­wa i sentymentalna. Prawda, poznał ją pan przecież... oczywiście taką, jaka jest teraz po tylu ciężkich, tra­gicznych przejściach...