Spojrzała na niego bardzo zdziwiona i rzekła:
— Proszę pana, niech pan wejdzie i poprosi go o kartkę.
Gdy się nie ruszał z miejsca, krzyknęła energicznie:
— Muszę mieć kartkę! Warta mnie nie wpuści do niego; po cóż ma całą noc spędzać w śmiertelnym strachu?
— Pani zapewne mówi o tym Włochu? — rzekł ar — dynans i wymienił nazwisko jej ukochanego.
Przytaknęła głową.
— Mój pan zażartował sobie z pani. Ten Włoch nie potrzebuje więcej warty... Stamtąd, gdzie się dostał, nie można zbiec... Czy nie słyszała pani przed godziną strzałów? Jedna krótka salwa... Szkoda chłopaka... Byłby z niego doskonały żołnierz. Ani drgnął, gdy żołnierze ładowali karabiny... A potem runął jak kłoda.
„Ledwo to powiedziałem — zeznał przede mną ordynans — pożałowałem swych słów. Dziewczyna spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakby szatan rozpalił w jej biedniej mózgownicy żar piekielny. Cofnęła się o krok; otworzyła usta; zdawało mi się, że chce krzyczeć; nie, zaczęła się nagle śmiać... Chwała Bogu, pomyślałem, nie obchodzi ją ten wypadek, zna się na żartach... Po chwili twarz jej spoważniała; zmarszczyła ciemne brwi — i szybko opuściła nasze mieszkanie...”
Sędzia zamilkł na chwilę; wytrząsnął z wygasłej fajki popiół i począł napychać świeży tytoń. Hrabia otarł chustką czoło zroszone kilku wielkimi kroplami potu.
— Straszne!... okropne! — powtarzał.