— Stale przede mną uciekała. Czasem przez całą noc do świtu czatowałem, by tylko spojrzeć jej w oczy, gdy szła do studni zaczerpnąć konewkę wody. Na mój widok zatrzymywała się i wracała do zamku. Powtarzało się to wiele razy. Wreszcie powiedziałem sobie: zaprzestanę tej włóczęgi, tego łażenia za nią, tego narzucania się. Przez trzy tygodnie nie pojawiłem się ani razu. Głupio się czułem przez ten czas, irytowałem się, ale przetrzymałem! Wreszcie poszedłem. Zastałem ją tuż obok bramy; niosła dzieżę z pokarmem dla wieprzy. Spojrzała na mnie i — nie uciekła.
— A co powiedziała?
— Ani słowa. Wysłuchała jednak, co do niej mówiłem. A wcale wtedy nie blagowałem. Słowa płynęły mi z serca. Bo też była przecudna, urocza. Byłem na tyle sprytny, że nie tknąłem jej wtedy. Począłem przychodzić co dzień i wtedy dopiero... Ale trudno mi było przecież tak w jasny dzień... Toteż wyszukaliśmy sobie kryjówkę. W jednej z piwnic zamkowych... Poradziłem sobie też ze starą wiedźmą, czuwającą po całych nocach. Dałem dziewczynie proszek nasenny, by go wsypywała do flaszki z winem, którym stara w nocy się raczyła. Mieliśmy potem zawsze kilka godzin spokoju... Opowiadała mi różne rzeczy, ale nigdy nie chciała powiedzieć, skąd pochodzi jej rodzina i w jaki sposób dostała się do tych okolic. Byłoby doprawdy lepiej, gdybym o to wcale nie był pytał! Ale coś mnie kusiło, że wciąż rozmowę na to skierowywałem. Wreszcie zagroziłem jej, że nie przyjdę więcej, jeśli mi nie wyzna całej prawdy. Przestraszyła się i opowiedziała to, co ci już mówiłem poprzednio. Gdy skończyła swą relację i zauważyła, jak okropne wrażenie to wszystko na mnie wywarło, zaczęła jęczeć, narzekać, że zapewne przestanę ją kochać, że chociaż jest niewinna, to przecież nie zechcę poślubić dziewczyny, której siostra zabiła człowieka i jest w zakładzie dla obłąkanych. Siedziałem obok niej w milczeniu... Odchodząc zdawałem sobie sprawę, że wszystko między nami skończone...
Zamilkł na parę chwil, rozejrzał się dokoła i zapytał:
— Czy nie słyszałeś?
— Co?
— Zdawało mi się, że słyszę czyjeś kroki w pobliżu... Od tej nocy, gdy dziewczyna opowiedziała mi tę okropną historię, wciąż mi się zdaje, że prześladują mnie jakieś widma. Przedtem, gdy szliśmy w górę, miałem wrażenie, jakby ktoś szedł za nami; obejrzałem się kilka razy — nic... Tak, tak, Franku, żal mi biedaczki, ale nie mogę więcej pójść do niej. Wciąż mam przed oczyma jej siostrę wołającą: „Mrówki! mrówki!...” Również i w Filomenie jest coś niesamowitego, budzącego lęk. Kto wie, co by zrobiła, gdyby się dowiedziała, że ją zdradzam... Toteż postanowiłem raz na zawsze z nią zerwać, nie pokazywać się jej na oczy. Przecież nie pójdzie sama, by mnie szukać, nie powie też ojcu, że była moją kochanką... A tobie, Franku, powiadam: trzymaj język za zębami! Powiedziałem ci wszystko tylko po to, byś umiał przemilczeć to, co potrzeba, gdyby ten hrabia, z którym mieliśmy w szynku spór, wdał się z tobą w rozmowę. Dobranoc, Franku!
— Dobranoc, łobuzie. Z jedną skończyłeś, a już śpieszysz do drugiej... Hrabina węgierska czy pokojówka? Corpo della Madonna! Uczyć się u ciebie, jak korzystać z młodości!
Dopiero gdy Franek znikł w mrokach nocy, Alojzy ruszył w stronę mostu.
Wtem uczuł, że jakaś ciężka ręka dotknęła jego ramienia. Odwrócił się przerażony...