— Weber! — krzyknął mimo woli i cofnął się o krok.
— Tak, to ja. A kim ty jesteś, wiem teraz także. Jesteś drabem, którego zabiłbym jak parszywego psa, gdybyś nie był moim zięciem... Mam szczęście do zięciów, drugi jest wart pierwszego... A może przecież potrafię z ciebie zrobić uczciwego człowieka. Jeśli nie tu, to za morzem, gdzie już niejeden łajdak przemienił się w porządnego obywatela.
Młodzieniec prawą ręką trzymał się poręczy mostu, a lewą ścierał pot z czoła.
— Panie Weber... — dobył wreszcie głosu z gardła — czego pan... chce... ode mnie?
— Chcę krótkiej i jasnej odpowiedzi: o której godzinie jutro rano pojawi się u mnie twój ojciec, prosząc o rękę mojej córki dla swego syna? Na to chcę odpowiedzi.
— Przykłada mi pan nóż do gardła... Mój ojciec?... ma prosić?... pomyśl pan...
— Już pomyślałem — przerwał stary. — Pomyślałem, że muszę moje jedyne dziecko wydać za człowieka, który niewart jest całować jej podartych trzewików, jakie się rzuca na śmietnik; pomyślałem też, że ojciec tego draba chętnie oddałby pół majątku, byle nie dostać mojej córki za synową; pomyślałem również, że chętnie dałbyś mej córce dawkę trucizny zamiast zwrócić jej cześć, którą podstępnie zrabowałeś. Wszystko to pomyślałem. Ale to nie zmienia faktu, że musisz wykonać, czego żądam!
Zamilkł, jakby chciał młodzieńcowi dać czas do namysłu. Chłopak nie rzekł ani słowa. Wtedy stary zaczął nim potrząsać; trzymając w zaciśniętej pięści połę jego surduta, mówił ze wzmagającą się pasją:
— No, otwórz usta, człowieku, i powiedz głośno „tak”, a potem poprzysiąż na wszystkie świętości, że naprawisz krzywdę, jakąś wyrządził dziewczynie! Czy słyszysz? Czego się namyślasz? Bo gdybym ja zaczął się namyślać, jak podle postąpiłeś z mym dzieckiem, to tą pięścią...
— Precz z ręką! — krzyknął młodzieniec, usiłując strząsnąć z siebie przytrzymującą go rękę leśniczego. — Napadł pan na mnie jak morderca. Przekona się pan, że nie jestem drabem, za jakiego mnie pan ma. Żałuję sam bardzo, że to się stało; jeśli pan podsłuchał moją rozmowę z kolegą, wie pan wszystko. Zastanowię się, jak sprawę załatwić. Ale siłą nie dam się przymusić, rozumie pan?