Potrząsnął głową przecząco.
— Jeśli masz czas — rzekł — pójdź ze mną; mogę ci to powiedzieć tylko na dworze. W pokoju jest tak duszno...
Wyszliśmy z domu. Z cichej uliczki, w której znajdowało się mieszkanie moich rodziców, dostaliśmy się w jedną z najbardziej ożywionych ulic miasta. Dopiero w zgiełku ulicznym, w tłumie ludzi i pojazdów Bastel poczuł się widocznie lepiej. Zatrzymał się, oparł rękę na mym ramieniu i rzekł:
— Nic nie zaszło niezwykłego, Pawle, zdaje mi się tylko, że jestem zakochany... Tym razem na całe życie.
To zakończenie wyznania wcale mi się nie wydało śmieszne. Gdy się ma lat siedemnaście, wierzy się w nieskończone trwanie uczuć.
— Kim jest ta szczęśliwa? — zapytałem.
— Zobaczysz ją — odparł i oczy jego bezmyślnie rozglądały się po tłumie zalegającym ulicę. — Zaraz cię do niej zaprowadzę, jeśli w ogóle chcesz ją zobaczyć.
— Ale czy można tak znienacka, w zwykłym ubraniu? Zapomniałem wziąć ze sobą rękawiczki...
— Ona nie jest hrabiną — odparł i śniada jego twarz pokryła się lekkim rumieńcem. — Wczoraj przypadek albo moja dobra gwiazda zaprowadziła mnie do malej cukierenki i tam...
Przerwał. Natomiast ja dokończyłem: