Ilekroć w wioski przybyliśmy progi,
Musiałam tańczyć, choć mi brakło siły...
I wróżyć w chatach — i żebrać przy drodze.
Wróciłam próżno54 — to bito mnie srodze.
Lecz chociaż nigdym dawniej nie słyszała
O cnocie, zbrodni, o prawdzie, o Bogu,
Przecież mnie hańba zawsze przerażała;
I — czysta żyłam tam — na tym barłogu!
Aż raz, gdym meczet otwarty ujrzała
I prawa niebios posłyszałam w progu,