W improwizacji — natchnioną robotą,

Dworski poeta mianował być słońcem,

Nad Astrachanem rozkosznie wschodzącym.

Na płowym koniu, pysznie ujeżdżonym,

Przybyła: szata aksamitna cała,

Z szlakiem siedemkroć perły obwiedzionym,

W bogatych fałdach na ziemię spadała.

Rumakiem dęba stającym, spienionym,

Z łatwością ręka jej powodowała71...

A białe ząbki — i ogniste oczy