I bez zarzutu spocząć kiedyś w grobie!»

Tak mówił stary pan — i łzę ciekącą

Otarł rękawem — i strapiony stęka.

Lecz młody orzeł węża z skórą lśniącą,

Co syczy w słońcu, zaledwo się lęka...

Wszak miłość czysta, tęsknotą paląca

Hartuje serce, które z bólu pęka...

Książę za jedno spojrzenie Giulnary

Oddałby wszystkie Trebizondu czary.

Przecież u stołu — gdy piękna blondyna