Padł nagle z nieba i brwi mu osmalił,

Tak zdrętwiał wezyr; umysł jego lotny

Był porażony; spojrzeniem się żalił

Negrowi, który błysk jakiś przelotny

Miał w czarnym oku — i fajkę wciąż palił.

«I cóż ty na to?» — rzekł do powiernika. —

«Dawno wiedziałem, że książę ma bzika».

Tegoż wieczora, gdy w chłodnym ogrodzie

Spoczął Kalilbad, nadszedł mufti siwy,

O długiej, białej, jak śnieg górski, brodzie,