Których nie może przebić wzrok zdumiony.

Patrzy — wtem pierwsza na kolana pada,

A druga, z twarzą ku niebu zwróconą,

W płowych pobłyskach stoi cicha, blada...

Nagle posłyszał pieśń dziwnie nuconą,

Która w westchnieniach rwie się, jak ballada...

Ledwo śpiew umilkł, jak gdyby rzuconą

Z nieba, gołąbkę ujrzał — a z altany

Pełznął wąż w dziwne cętki nakrapiany.

Przypełzł — i żywą przepaską się zwinął