Gdy kogut opiał świt białego rana;

Wierząc najmocniej, gorączką trawiony,

Że mu cud wielki był dziś objawiony.

Jak człowiek, który w najdroższym spojrzeniu,

Ujrzawszy pierwszy promyk wzajemności,

Chodzi jak gdyby w sennym osłupieniu

I żadnej zwykłej nie tknie się czynności

Czekając, rychło w lubym upojeniu

Znów mu zabłyśnie błogi świt miłości:

Tak pełen jakiejś rozkosznej niemocy,