Ona jednakże bez ruchu, milcząca,
Stoi na progu... książę dłoń ujmuje
Z słodką przemocą, ciesząc się bez końca,
Że mu na skrzydłach gdzie nie ulatuje...
A gdy stanęła w jasności miesiąca,
Z dziewiczych rysów zasłonę zdejmuje,
Wstrzymując ledwo okrzyk uwielbienia...
Tak cud ten żywy — przechodził marzenia!
Z rożnych widzianych dotąd wizerunków
Znał tylko wieszczki o długich blond włosach,