Chyłkiem napada i w ciało się wpija!

Idę po czatach w spokojności ducha,

Po ślicznej nocy zbliżeniem poranka

Uradowany i do domu Anka

Podchodzę. Drzwi tam stoją półotworem.

A schody krwistym zalepły77 jeziorem.

Po ciele zgrozy przebiegły mi dreszcze,

Nogi przyrosły; głosem tedy radzę

Naprzód i wołam: — Anku! czyś żyw jeszcze?...

Milczy. — Drzwi mieczem do reszty odsadzę78,