a ja ujrzałem widok błogi:

pokryty trawą pusty plac.

Koła ugrzęzły bokiem w trawie,

z radości już krzyknąłem prawie,

kiedy szarpnęło mną i — pac!

Świat fiknął kozła razem ze mną,

a ja myśl miałem nieprzyjemną,

jakbym żołądek w gardle czuł.

Nagle rozglądam się na boki,

patrzę — pod sobą mam obłoki,