On pocałunkiem powietrznym syty,

Widmami, które błędnie koczują

Po stepie myśli; ani poczują

Snu jego nerwy, gdy od poranku

Do zmierzchu czujną patrzy źrenicą,

Czy się w podwodnym słońcu odświécą

Pszczółki, zdrzemane w bluszczowym wianku.

Nie śledząc tajni ziemskich istności,

Stworzyć z nich może formy najczystsze,

Nad rzeczywisty świat rzeczywistsze;