A czas — wszystko i bez kresu,

Jak stal, posłuszną duchowi magnesu...

Za nim, za nim, popod świat!

W głąb, w głąb! Bez wstrętu — na dno odmętu!

Przez szarą próżnię pod dolnym światem,

Gdzie już powietrze nie jest pryzmatem,

Gdzie nie ma gwiazd, nie ma miesiąca130,

Gdzie nigdy w głuche wnętrzności skały

Z niebios promyki nie zawitały,

Z ziemi nie wsiąkła pomroka ćmiąca,