I pachnącymi ziołami obrosła;

Kwiaty i liście dnia tam nie wpuszczają

Na tło, wysłane żyłkami szmaragdu,

Gdzie sny upieszcza bijące źródełko.

Od jej sklepienia zamarzłe łzy góry

Wiszą nad głębią, jak sznury ze śniegu,

Srebra lub długie rożki z diamentu,

Roniąc kroplami niepewne światełko.

U groty słychać bezsenne powietrze,

Z szeptem płynące od drzewa do drzewa,