Która, w niezdarnie nakreślonych barwach

Miała odwzorzyć to wszystko, co sercu

Było bożyszczem wiary i nadziei —

Dziś na ołtarzach opuszczonych zdarta,

Zbutwiała szybko jak przegniłe próchno

I wstrętna larwa opadła. A człowiek

Zostaje czystym, swobodnym, bez władcy,

Tylko człowiekiem — wszechbliźnim, za kresem

Plemion, narodów i szczebli społecznych,

I próżnym trwogi, hołdu, sobą władnym,