Żyjącym srebrem, niezgłębione studnie

Ogniste, źródła, z których wielkie morze,

Jak dziecko z piersi, ssie karm, a ich wyziew

Koronne szczyty gór ziemi w królewski

Gronostajowy płaszcz śniegu odziewa.

Promienie biją wciąż i odsłaniają

Smutne zwaliska zamarłych już cyklów:

Kotwice, dzioby okrętów, belk stosy

W marmur skostniałe, kołczany, przyłbice,

Proporce, tarcze z głowami Gorgony,