My w atmosferze myśli człowieka,

Bez krzywd jej, czerpiem żywioły tchnień,

Czy to w posępne mgły się obleka,

Jak pod zawieją zgaszony dzień,

O który ledwie promyk potrąca;

Czy — jak tu wszystko między przestworzem

Niebieskich sfer a sennych wód łożem —

Wolna, przejrzysta, ciszą płynąca,

Jak po wiatrzanej łodzi ptaszęta,

Rybka, przez szkliste fali ogniwa,