Renaud nie Roland, chcieliście pewnie powiedzieć!
NANNA
Powiedziałam Roland.
PIPPA
Mylicie się, mateczko, Roland był z innego kraju.
NANNA
Tym gorzej dla niego, jeśli był z innego kraju; co do mnie, to przez całe życie uczyłam się tylko, jak należy zarabiać pieniądze, a te legendy i historyjki nic mnie nie obchodziły; niech zatem będzie Roland! Jeżeli w ogóle wspomniałam Angelikę i tego drugiego jegomościa, to tylko dlatego, że słyszałam piosenkę o nich, którą co wieczór śpiewał pod moimi drzwiami pewien młody chłopak. Jakby tam i nie było, panienka, która umiała czytać, przejęła się tymi pochlebstwami, choć były one równie fałszywe, jak i ów książę, co je pisał; wkrótce k’temu306 przyszło, że im więcej dostawała tych czułych liścików, tym więcej się czuła szczęśliwa. Czasami książę, przybywszy na dwór, stawał gdzieś w kącie pod ścianą, gryzł swą chusteczkę, podrzucał ją i znów chwytał w rękę z gestem pełnym boleści; udawał przy tym, że mu los wnętrzności przewraca, groził niebu i pokazywał mu figę. Czasem tańczył z inną, a tańcząc, ciągle wzdychał; paź307 jego, odziany w liberię308 w tych barwach, jakie dziewczyna sobie wybrała, nie odstępował podczas tych wizyt swego pana. Ale fortuna potrafi być najgorszą zdrajczynią, dlatego też nie spoczęła, póki ich bardzo krętymi drogami nie doprowadziła do tego, by się nareszcie ze sobą sparzyli309. Omotana przyrzeczeniami i miłością, która w słowach gotowa jest zawsze ofiarowywać cały świat, dzięki linie, którą jej zalotnik dostarczył, nasza panienka spuściła się z okna; ponieważ jednak sznur był za krótki i do samej ziemi nie sięgał, biedaczka o mało sobie nóg nie połamała. Gdy dziewczyna na ziemi stanęła, śmieszny książę, drań, a nie książę, kazał ją wsadzić na grzbiet konia, na którym jeździł jeden z jego masztalerzy.
PIPPA
Ja bym spadła z pewnością z galopującego konia!