Ale śmiejąc się z Petrarki, zachwycał się jednocześnie Pietro utworami Bemba, pedanta Trissino nazywał „duszą sławy” i hołdował modzie współczesnej, chociażby tylko w niezdarnych i mglistych kanconach85, wysławiających miłość platońską ku Angeli Sirena, „nowej Beatryczy” i „Laurze”.

Nie pierwsza to i nie ostatnia sprzeczność; teoria i praktyka oddzielnymi chodziły drogami, bowiem dla zasad i kanonów żywił Aretino głęboki wstręt i pogardę.

Należy brać życie po prostu, używać, gdzie można i dopóki można, a wszystkie katechizmy, ideały, wszystkie rozmyślania de natura rerum86, pozostawić pedantom lub ascetom.

Przywilejem ludzi talentu winno być życie radosne i bujne, życie niekładące tamy instynktom, zachciankom i żądzom wybujałej osobowości. „Trzeba dzielnie grzeszyć, lecz tęgo wierzyć”. Oto jedyne przykazanie Aretinowskie.

Pietro, nie mając żadnych ideałów, namiętnie jednak kochał sztukę. Rozkosze estetyczne były mu równie potrzebne do życia, jak i rozkosze materialne, znał się doskonale na malarstwie, dawał artystom cenne, fachowe wskazówki i pod wieloma względami uchodził za niewzruszalny autorytet.

Na literaturę patrzył Aretino jak na spekulacyjny środek wyciągania pieniędzy z kieszeni możnowładców; tym samym piórem schlebiał, łgał, przeklinał, łasił się i groził, pisząc listy pochwalne i szydercze satyry, dzieła pobożne i rozpustne Ragionamenti.

Że te sprzeczności jakoś godziły się ze sobą — dość spojrzeć na obraz Wenery obok obrazu Madonny Tycjana!

Nie szukajmy jednolitości w osobie pisarza i człowieka, nie starajmy się podciągać go pod jakiś wspólny mianownik syntezy. Aretino to w jednej osobie awanturnik i korsarz literacki, pochlebca i uomo libero87, rozpustnik i idealny kochanek, potwarca duchowieństwa i wierny syn Kościoła, sybaryta i dobrodziej ubogich, literat z musu, a zarazem prawdziwy artysta!

Tylko bujna epoka Renesansu mogła wydawać typy podobne!

*