Pierwsze wydanie tej książki było rekordem wydawniczym. Tłumacz cieszył się bardzo, widząc wzrost zainteresowania renesansową epoką literatury włoskiej. Gdy jednak z kolei pojawiły się dzieła takie jak Żywot Dantego czy Mandragora, zainteresowanie to spadło do zera i biblioteka włoska utknęła na kilku pierwszych tomach. Czyżby wypływał stąd wniosek, że należy przyswajać literaturze głównie dzieła obyczajowe i że Boy-Żeleński po stokroć ma rację, kiedy mówi, że w pojęciu szerokich mas czytelników zostanie na zawsze nie tyle tłumaczem Balzaka czy Montaigne’a, ile Rabelais’go i Brantôme’a.

Pojawienie się książki wywołało swego czasu wiele hałasu i oburzenia. Oburzali się oczywiście ci, którzy ją najżarliwiej czytali, zarzucając autorowi i tłumaczowi pornografię oraz „pochwalanie nierządu” (?). Z zarzutem tym walczyć nie będę, trudno bowiem po raz setny powtarzać, że moralność jest pojęciem względnym i że ludzie Renesansu z innego punktu widzenia patrzyli na „obyczajność” literacką. „Nagana i wytykanie palcem należy się tym, którzy te rzeczy czynią, nie temu, który je opisuje” — mówi z rozbrajającą szczerością nowelista włoski z XVI w. Matteo Bandello.

Rodzimych hipokrytów można by uspokoić zapewnieniem, że dzieła Aretina, nie wyłączając Żywotów mniszek, sprzedaje się publicznie wszędzie, że nawet w Rzymie można je dostać na dworcu kolejowym w tanim, popularnym wydaniu, jako lettura amena88 do podróży, i że Aretino, tak jak Rabelais, Brantôme, Bandello, Firenzuola, Machiavelli (Mandragora), Giordano Bruno (Condelaio) czy Bibbiena nie jest pornografem.

1928 Tłumacz

Żywoty kurtyzan

Wielkiemu kardynałowi

z Trydentu, czcigodnemu

ojcu i wszystkich zbłąkanych

owieczek pasterzowi

najniższy sługa —