Co i raz któryś z nich zatrzymywał się pod oknem i mówił: „Signora, zyskacie miano zabójczyni, jeśli zgodzicie się na śmierć tylu oddanych ci kawalerów”. Wówczas ja uchylałam nieco firanki, ale tylko po to, aby ją znów ze śmiechem opuścić i skryć się w głębi swego pokoju. Z dworu zasię dobiegał mnie głos: „Przebóg, jakże okrutną jesteście!” lub „Do nóg waszych się ścielę”.

ANTONIA

Widzę, że dopiero dzisiaj opowiadasz mi najpiękniejsze historyjki!

NANNA

Wszystko szło tym trybem przez kilka dni. Pewnego ranka macierz moja, dobrze znająca się na rzeczy, postanowiła zrobić małą wystawę w przekonaniu, że nadszedł już moment właściwy.

Ubrała mnie więc w suknię z fioletowego atłasu, w przestronną suknię bez rękawów; włosy przyczesała mi gładko na czole, tak że snadnie120 mogłaś je wziąć za tkaninę z jedwabiu, tu i ówdzie złotymi nitkami przeciętą.

ANTONIA

A dlaczego dała ci suknię bez rękawów?

NANNA

Oczywiście dlatego, by pokazać moje ramiona śnieżnej białości. Umyła mi twarz jakąś mocną wódką, żadnymi barwiczkami121 skóry nie paskudząc.