Jak to, szatki?

NANNA

Ano, szatki swoje własne, jak to zaraz zobaczysz!

Rano w progu sypialni zjawiała się służebna i zabierała kaftan, kapelusz, pluderki145 i trzewiki, niby to chcąc je wyczyścić; później chowała cały tłumok w jakimś zakamarku i podnosiła straszliwy krzyk, że przyodziewek gościa ukradziono. Poczciwy pielgrzym wyłaził z łóżka w koszulinie, wielkim głosem domagał się zwrotu swych szat i groził, że wszystkie sprzęty pogruchoce, aby się za krzywdę i stratę godnie pomścić. Ale wtedy ja z kolei zaczynałam drzeć się jak opętana: „Chcesz mi sprzęty niszczyć? Gwałt nade mną czynisz? Za złodziejkę mnie bierzesz?”.

Na ten zgiełk piekielny moje łajdaki wypadali z kryjówki z obnażonymi szpadami w żylastych łapach: „Co się stało, signora?”.

Ciężkie razy spadały na łysy łeb jegomościa, który w swej koszulinie wyglądał, jakby do złożenia uroczystych ślubów się szykował!

Drżącym głosem prosił mnie o przebaczenie, nieśmiało błagał, abym pozwoliła mu posłać do przyjaciela z prośbą o pożyczenie trzewików, kapelusza, kaftana, płaszcza i pludrów, i wreszcie opuszczał me progi, szczęśliwy, że życie ocalił.

ANTONIA

A jakżeś się czuła w takich okazjach?

NANNA