ANTONIA

Nie zazdroszczę takiemu!

NANNA

Ileż to pieniędzy zarobiłam dzięki takim i tym podobnym figlom! Na wieczerzę zwykle zbierało się u mnie sporo osób; po kolacji zaś karty szły na stół.

„Zagrajmy sobie na orzeszki — mówiłam. — W co się wam żywnie podoba: w pierdzimąkę, w żądełko, w durnia, w cymbergaja; komu wypadnie król żołędny, ten zapłaci!”

Gdy ludziska raz karty w łapie poczują, to już bywaj zdrów! Znikły orzechy, na stole poczęły się zjawiać dukaty i gra rozpoczęła się na dobre. Wtedy nadchodzili wypróbowani szulerzy, którym z oczu łajdactwo patrzyło, i pocertowawszy się dla przyzwoitości, dobywali z ukrycia swe fałszowane karty, a później niedbałym gestem zgarniali stawki współbiesiadników. Ja sekretnym mrugnięciem dawałam im znać, kto co w ręku trzyma.

ANTONIA

Niewinne i miłe igraszki!

NANNA

Za cenę dwóch dukatów zwierzałam ciekawemu, że jego wróg ma o drugiej w nocy przyjść do mnie i w mej łożnicy spędzić czas do świtu. Zazdrośnik czyhał na nieprzyjaciela, by w stosownej chwili podziurawić go sztyletem jak rzeszoto!