ANTONIA
Nie zaklinaj się, wierzę ci na słowo!
NANNA
Śmiało możesz mi wierzyć! Teraz opowiem ci jednym tchem trochę zabawnych figlików.
ANTONIA
Opowiadaj!
NANNA
Jeden malarz i dwóch dworzan spośród wszystkich mych zalotników kochało mnie najgoręcej; lubili się oni wzajemnie jak pies z kotem. Każdy czyhał tylko na chwilę, w której by innego u mnie nie było. Pewnego wieczora zapukał do drzwi malarz, szybko wbiegł po schodach i już się do mnie przysiadał, gdy wtem rozległo się ponowne pukanie do wrót. Poczułam węchem dworaka za drzwiami, kazałam malarzowi ukryć się w drugiej komnatce, sama zaś wyszłam na spotkanie nowego gościa. Ten zaś już od proga woła: „Ma szczęście ten bazgracz kradzionych gronostajów, że go tutaj nie zastaję!”.
Dzięki Bogu malarz obelg tych nie dosłyszał. Podczas gdy nowo przybyły w dalszym ciągu wylewał potoki swej żółci, usłyszałam ciche kasłanie — znak umówiony trzeciego z moich kochanków. Spiesznie ukryłam za kotarą owego wroga sztuk pięknych, sama zaś pobiegłam otworzyć drzwi.
Na progu staje ów trzeci i spluwając z niesmakiem, mówi: „Myślałem, że zastanę jednego z tych dwóch łajdaków! Dobrze się stało! Gdybym go tu ujrzał, uszy bym mu oberwał”. Mówiąc to, ani nie przeczuwał, że słowa jego pociągną za sobą taki skutek, jak zuchwałe kopnięcie w zadek nieustraszonego Castruccio177.