NANNA
Nie rozumiesz? Chciałam, aby moi kochankowie mieli okazję uwolnienia mnie z ciemnicy i aby przy tej sposobności mogli ulżyć swym sakiewkom.
ANTONIA
Rozumiem.
NANNA
Wywróciłam więc na nice cały tryb życia; najpierw zniknęły kwieciste obicia alkówki, potem przyszła kolej na miękkość łoża i rozkosze stołu; ciało przyoblekłam w ciemną suknię z szorstkiej wełny; manele, pierścienie, czepeczki, agrafy i sprzączki — wszystko to poszło precz!
Rozpoczęłam surowe posty (zresztą po cichu podjadałam sobie niezgorzej).
Wprawdzie nie zamilkłam całkowicie jak kameduła179, ale mówiłam coraz mniej; amanci moi zaledwie kilka marnych słówek mogli ze mnie wydobyć, wreszcie i wysiłków poniechali, pogrążając się w czarną rozpacz i melankolię180. Gdy zaś zmiarkowałam, że intencje moje nabrały dostatecznego rozgłosu, zabrałam z domu wszystko, co miało jaką taką wartość, umieściłam dobytek w pewnym i bezpiecznym miejscu, a pozostałe łachy i rupiecie oddałam ubogim.
Wreszcie, zwoławszy pewnego dnia wszystkich tych, których wdowcami miałam uczynić, kazałam im usiąść i po krótkim milczeniu, w czasie którego przepowiadałam sobie z dawna ułożoną orację, uroniwszy kilka smętnych łez, rozpoczęłam w te słowa: „Drodzy bracia, kumoterkowie najmilsi, opiekunowie moi, dzieciątka moje najukochańsze, zaprawdę, kto nie myśli o swej duszy, ten albo jej nie ma, albo zgoła o nią nie dba. I ja o swoją duszę się nie troskałam, ale wreszcie przyszło opamiętanie! Oświecona słowami mądrego kaznodziei, rozgorzała czytaniem ksiąg świętych, zdjęta zgrozą na myśl o mękach piekielnych — poczęłam się starać o to, aby duszę przed ogniem kaźni ocalić.
Zaiste! Grzechy moje są tak wielkie, iż nieledwie równają się z ogromem bożego miłosierdzia; dlatego to, synowie moi ukochani, nic mi już nie pozostaje, jeno pogrzebać żywcem w ciemnicy to nędzne ciało, tę marną powłokę doczesną, to życie nikczemne”.