NANNA

Wreszcie nadszedł ów ranek, kiedy miałam zstąpić do lochu; widząc te nieprzeliczone tłumy, cisnące się wokół kaplicy cmentarnej, przysięgłabyś, że to calutki Rzym zbiegł się, aby nową świętą podziwiać!

Gdyby zebrać do kupy wszystkich gapiów, przyglądających się chrzczeniu Żydów, jeszcze by było mało w porównaniu z tą ciżbą. Bądź pewna, iż moi kochankowie w czarniejszej tonęli zgryzocie niż ci, których nazajutrz czeka stryczek lub kula! Ale nie będę ci faramuszkami głowy zawracała! Dość, że wśród wielkiego poruszenia ciżby poczęto zamurowywać drzwi celi.

Jedni mówili: „Bóg skruszył jej serce”. Inni: „Oto stosowny przykład dla jej towarzyszek”. Inni znów dziwili się niepomiernie: „Dalibóg i któż by to mógł przypuszczać?”.

Byli i tacy, którzy oczom własnym wierzyć nie chcieli i głowami kręcili z podziwu. Paru zaś zatwardziałych niedowiarków śmiało się, mówiąc: „No, no, jeśli ona wysiedzi tu do końca miesiąca, to niech mnie na pal wbiją”. Litość i śmiech ogarniały mnie na przemian na widok miłośników, tłoczących się do drzwi kaplicy, aby choć jedno słówko pożegnania ze mną zamienić.

Minęło kilka dni! Przez ten czas ani na chwilę nie ustawały perswazje wdowców; raz wraz jakiś łeb zadurzony ukazywał się mi za kratą okienka.

„Wszak — powtarzali mi ciągle — wszędzie można pracować nad zbawieniem swej duszy”.

Długo oddalałam wszelkie pokusy szatańskie, wreszcie, zmiękczona ich prośbami, dałam się przekonać i wróciłam do życia świeckiego.

Wynajęli mi piękne mieszkanko, przystroili je wymyślnie w kosztowne sprzęty — i pewnego pięknego dnia rzucili się z żelaznymi drągami na mur mojej celi. A rozbierali go z takim zapałem, z jakim ludziska rozbierają owe wrota w czas Jubileuszu, gdy tylko Ojciec Święty pierwszą cegiełkę z nich wyjmie. Ja zaś, porzuciwszy ciemnicę, ze zdwojoną bezczelnością poczęłam czynić swe praktyki. Ludziska dali folgę182 swoim językom, a ci, którzy przewidywali, jaki będzie koniec mego pokutniczego żywota, głośno gadali: „A co, nie mówiłem?”.

ANTONIA