Dlatego, iż ledwiem się w kościele wśród tłoczącej się ciżby znalazła, zaraz strzeliło mi do głowy, że łatwo i bez zbytniego azardu187 i zachodu będę go sobie mogła przywłaszczyć! Nieznacznie188 ściągam łańcuch z szyi i ze zdwojoną energią poczynam się przez tłum przepychać.

Raptem staję, jak wryta, i z piersi mej wydziera się straszliwy ryk, kubek w kubek podobny do wrzasku nieszczęśliwców, którym na Campo di Fiore189 cyrulik zęby wyrywa. Ludzie, zapomniawszy o nabożeństwie, gapią się na mnie, a ja drę się wniebogłosy: „Łapcie, trzymajcie tedy huncwota190! Mój łańcuch, mój złoty łańcuch! Rzezimieszek! Złodziej!... O rany boskie, rany boskie!”.

Rwę włosy z głowy, tarzam się po ziemi, płaczę jak bóbr i krzyczę bez opamiętania!

Rozpacz moja wstrząsnęła wszystkich obecnych w kościele i szybko dotarła do samego wielkorządcy.

Ten wziął sprawę do serca i już po paru godzinach trzymał w swych łapach jakiegoś włóczęgę, którego gęba wydała mu się w sam raz pasująca do owego rzezimieszka grasującego w kościele. Nim się dryblas opamiętał, już siedział w Torre di Nona191. Dowiedziałam się później, że niewiele brakowało, aby go gorliwy gubernator powiesić kazał.

ANTONIA

Nie, tego już nadto! Na cynadry świętego Jacka! Magik był z ciebie, nie kobieta!

NANNA

Robiło się, co się robić mogło!

ANTONIA