NANNA

Papieżyca195 podobno nie miała takich fochów, była znacznie skromniejsza, a już zgoła nie umiała wymyślać sobie tak szumnych tytułów jak inne kurtyzany. Bo słuchaj tylko: Oto jedna twierdzi, iż jest córką księcia Walencji, druga daje do zrozumienia, że kardynał Ascanio przyczynił się nieco do jej urodzenia; Madrema podpisuje się: „Lucrezia... Portia, patrycjuszka rzymska” i pieczętuje swe listy wielką jak łeb koński pieczęcią.

Oczywiście owe szumne tytuły nie wpływają ani trochę na prawdziwą wartość kurtyzan.

Wszystkie te łajdaczki nie mają w sobie ani źdźbła miłości chrześcijańskiej; nie wiedzą, co to litość ani współczucie, i gdyby nawet sam święty Antoni, święty Roch albo święty Hiob poprosił je o jałmużnę, dałyby mu figę, chociaż do tych świętych mają przecież szczególne nabożeństwo.

ANTONIA

A to klępy dopiero!

NANNA

A już zgoła nieporównane są ich przysięgi; dochowują wiary tak uczciwie jak Cyganie lub indyjskie mnichy. Krótko mówiąc, kurtyzany mają miód w gębie, a sztylet za pazuchą.

Póki są razem, rozpływają się w czułościach wzajemnych, ale za oczami wygadują na siebie takie okropności, że aż włosy stają dęba na głowie!

Nie ma człeka, który by mógł uniknąć niepowściągniętej złośliwości języka kurtyzan; kimkolwiek byłby, cokolwiek dobrego dla nich by uczynił, nie ujdzie cało!