pięćdziesięcio-, sześćdziesięcioletnie drewniaki, jedno dwa
piętra trzeszczących schodów, na podwórkach otwarte
doły i zdechłe koty, i piłka, która zawsze wpada dzieciom
do śmieci, trochę obdartych sosen, kałuże, albo ciemne
wyschnięte plamy po kałużach, bielizna na sznurku. To
wszystko — przez okno, a w środku
kaflowy piec, łóżko, kwadrat piwnicy na podłodze i zbrą-
zowiałe pasmo słońca, co usiadło pod szafą; kurz.
Moi tutaj przyjaciele nic o tobie nie wiedzą,
a może i wspomniałem kiedyś