III. Słowa starego Kritiasa o tym, jak Solonowi zaszkodziło rozpraszanie się pomiędzy twórczość poetycką i działalność polityczną, musiał Platon odnosić i do siebie samego: gdybym się nie był bawił pisaniem mitów i żywych dialogów scenicznych, a całą duszę oddał pisaniu traktatów naukowych, to byłbym dawno zakasował Demokrytów, Empedoklesów, Anaksagorasów, Zenonów i Pitagorasów. Wolno go posądzać o taką konsekwencję w myśleniu, zważywszy, że nikt goręcej niż on nie walczył o specjalizację pracy w każdej dziedzinie i mało kto objawiał tyle śladów rozterki wewnętrznej między skłonnością artysty i uczonego. W tym miejscu też artysta maluje żywo dawną rozmowę z kapłanem egipskim, jakby ją notował, słuchając uważnie, i zmyśla bajkę o Atlantydzie, a równocześnie odzywa się jakiś geograf i geolog, i kosmograf, który dawne mity próbuje zastąpić prawami przyrody. Tylko nie opiera tych praw na uważnych spostrzeżeniach. Przyjmuje te, które mu się podobają. I czasem trafia. „Potopów” było istotnie więcej niż jeden, jak o tym dzisiaj świadczy rozmieszczenie skamielin, ale pożary, powtarzające się skutkiem zbaczania ciał niebieskich, są tylko wytworem fantazji poetyckiej.

Nie jest rzeczą wykluczoną, że do Egiptu dotarły jakieś głuche wieści o Ameryce — a może tylko o Azorach albo Wyspach Kanaryjskich — historia o Atlantydzie i świetnym państwie ateńskim sprzed dziewięciu tysięcy lat jest i zostanie tylko bajką egipską. Tylko bajki żądał Sokrates od Kritiasa i tylko bajkę usłyszał.

IV. Sokrates chce przyjąć i podać opowieść o Atlantydzie jako historię prawdziwą, ale robi to nie dla oczywistości dokumentów, dla wewnętrznej prawdziwości historii, widocznej dla krytycznego rozumu, tylko na cześć bogini, przy święcie, z pobudek estetycznych i patriotycznych; „przenosi sobie sam to opowiadanie w dziedzinę prawdy”, bo tak chce i tak mu się podoba. To zachowanie się wewnętrzne ma taką budowę psychologiczną, jak wiara religijna w rozumieniu św. Tomasza60 i Katechizmu rzymskiego dla dorosłych61. Rozmawiający nie nabrali przekonania, że dawne państwo ateńskie pokonało wojsko z Atlantydy, ale przeżywają żywe umyślne supozycje62 w odniesieniu do tego przedmiotu. Chcą w to wierzyć, więc mówią, że wierzą.

Według programu ma teraz Timajos mówić o powstaniu świata i człowieka, a Kritias po nim znowu o dawnych idealnych Ateńczykach. W dialogu jednak Timajos mówi już bez przerwy aż do końca, a Kritias opowiada o Atlantydzie po raz drugi już w innym dialogu, który nosi w tytule jego imię i jest niedokończony. Widać, że praca rozrosła się Platonowi przy pisaniu i pękły mu ramy zamierzone.

V. Timajos modli się nie o to, żeby mówił zgodnie z rzeczywistością, tylko chce mówić pobożnie i zgodnie z założeniami Platona. Platon uważał, że zgodnie z rzeczywistością można mówić tylko o ideach, o liczbach, bo te są określone i zawsze takie same. A o przedmiotach konkretnych i o zjawiskach przyrodniczych nie można tak mówić, bo one się mienią w oczach, są raz takie, raz inne, i wymykają się spod ścisłych definicji. One nie istnieją, tylko powstają i giną, stają się, tworzą się, mijają, przepadają, są i nie są, więc nie można o nich wypowiadać twierdzeń pewnych. Można tylko wypowiadać mniemania, opinie podobne do prawdy, ale to nie mogą być prawdy pewne. To mogą być tylko obrazy, bajki, mity, opowiadania bez pretensji do obiektywizmu. Niezależnie od tego powie Platon w rozdziale IX Timajosa, że myśl może być prawdziwa w obu wypadkach: i jeśli dotyczy przedmiotów konkretnych, i jeśli dotyczy idei. Bywają i mniemania mocne i prawdziwe.

Zatem chodzi teraz tylko o pewne konkretyzacje założeń Platońskich, o to, żeby opowiadać o przyrodzie rzeczy plastyczne a ładne, mówić o celowości w dziełach stwórcy, ale nie chodzi o to, żeby to wszystko sprawdzać w spostrzeżeniach i kontrolować. Zatem to zupełnie inny punkt widzenia, inny zamiar niż u współczesnego badacza, kiedy się zabiera do badania jakiegokolwiek zjawiska przyrodniczego.

Timajos rozgrzesza się z góry, zapowiadając, że będą w jego opowiadaniu sprzeczności i męty, nieuniknione jakoby przy tym temacie. Każe się modlić, żeby go można było zrozumieć. To dobrze świadczy o krytycyzmie Platona. On wie, że będzie pisał rzeczy mętne i fantastyczne, ale wie o tym również, że inni tak samo przed nim i w jego czasach pisali. Chce tylko pisać „nie gorzej od innych”.

Platon ma rację, że pisać jasno prawdę o przyrodzie było trudno w jego czasach. Z pomocą tak nieokreślonych terminów, jak np. ogień, ziemia, woda i powietrze, niepodobna było budować jakichkolwiek sensownych opisów i hipotez przyrodniczych. Ten „ogień” w tych czasach znaczył tyle mniej więcej co płomień, gorąco, ciepło, blask; „ziemia” to było mniej więcej tyle, co ciała stałe, „woda” to wszelki materiał płynny, ale nie zawsze i nie całkiem, a „powietrze” to mniej więcej tyle, co gazy, ale nie ściśle to. Z pomocą tak mętnych wyrazów nie można wypowiadać żadnych praw przyrodniczych zachodzących w przyrodzie. Można tylko opowiadać bajki, opowieści o pewnych rysach prawdopodobnych.

Timajos podaje z góry założenia Platońskie, na których się oprze. Pierwsze założenie każe rozróżniać idee i przedmioty zmysłowe. Idee to są przedmioty definicji, które można poznawać tylko rozumem. Są niezmienne, istnieją wiecznie. Przedmioty zmysłowe przeciwnie: są zmienne, powstają i giną, a nie istnieją. Spostrzegać je można zmysłami. Wiedza dotyczy idei, przedmiotów zmysłowych dotyczy tylko mniemanie mętne i niepewne, a nie: wiedza.

Drugie założenie przyjmuje, że cokolwiek powstaje, ma jakąś przyczynę, dzięki której powstawać musi. Zobaczymy, że to jednak nie wyjdzie na determinizm63 powszechny. Oprócz przyczyn decydują o powstawaniu rzeczy jeszcze chęci bóstwa, jego plany dalsze, jego dyspozycje uczuciowe, a te zdają się u Platona wymykać spod wszelkiej konieczności.